klub recenzentki wizaz klub recenzentki wizaz Wejdź
europa otwiera szkoły
Newsy

Nie wszystkie dzieci będą mogły wrócić do szkół 1 września! Zakazy Ministerstwa Edukacji Narodowej są jasne

Temat, czy dzieci wrócą do szkól 1 września, od kilku tygodni wzbudza gorące emocje. Minister edukacji narodowej chce, by od września ruszyła normalna nauka. Ale z wyjątkami!
Aneta Wikariak
sierpień 20, 2020

Od 1 września uczniowie wracają do nauki stacjonarnej w szkołach - ogłosił minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Jego decyzja wzbudza ogromne kontrowersje - zdaniem ekspertów, powrót do szkół może spowodować ogromny wzrost zakażeń. MEN wprowadził oczywiście ograniczenia, by temu zapobiec i wyliczył przypadki, kiedy uczniowie nie mogą wrócić do szkoły. Jakie to sytuacje?

Córka Kasi Kowalskiej w Londynie walczy z koronawirusem. Czym zajmuje się na co dzień?

Kiedy dziecko nie może pójść do szkoły?

Spis wszystkich zakazów i zasad dla dzieci znajdziemy na stronie MEN. Są tam sytuacje oczywiste - kiedy szkoła  znajduje się w powiecie, który zostanie ogłoszony "czerwonym" - wszyscy uczniowie automatycznie przechodzą na naukę zdalną.  Do szkoły nie mogą też chodzić dzieci, których rodzice są na kwarantannie - jeśli ktoś z osób mieszkających w domu z dzieckiem zostanie skierowany na kwarantannę - uczeń nie ma prawa stawić się w szkole.

Rodzice nie powinni tez wysyłać do szkoły dziecka z objawami choroby - gorączką, kaszlem, katarem. Brzmi logicznie? Z doświadczenia wiadomo jednak, że część rodziców bagatelizuje objawy przeziębienia i zimą połowa uczniów przychodzi do szkoły z katarem. Czy nauczyciel ma wtedy prawo odesłać dziecko do domu?

Według MEN decyzję podejmuje nauczyciel lub dyrektor:

Jeżeli pracownik szkoły zaobserwuje u ucznia objawy, które mogą sugerować chorobę zakaźną, w tym kaszel, temperaturę wskazującą na stan podgorączkowy lub gorączkę, powinien odizolować ucznia w odrębnym pomieszczeniu lub wyznaczonym miejscu, zapewniając minimum 2 m odległości od innych osób. Następnie powinien on niezwłocznie powiadomić rodziców o konieczności pilnego odebrania ucznia ze szkoły.​​​​​

Pojawia się oczywiście pytanie, jaka temperatura jest dla nauczyciela sygnałem, że dzieje się coś złego. Czy poranne 37,2 °C powinno być dla rodzica jednoznaczna z tym, że dziecko musi zostać w domu? Według MEN granicą jest 38 °C:

W zależności od metody pomiaru różne wartości temperatury ciała uznawane są za temperaturę prawidłową i podwyższoną. Za prawidłową temperaturę ciała uznaje się wartość 36,6-37,0°C. Temperatura ciała w granicach ok. 37,2-37,5°C stopni może mieć różne przyczyny, np. związane z problemami metabolicznymi, stresem, wysiłkiem fizycznym. Za stan podgorączkowy uznaje się temperaturę przekraczającą zwykła temperaturę ciała, ale nie wyższą niż 38°C. Za gorączkę uznaje się temperaturę ciała 38°C oraz wyższą.

Dokładność pomiaru przy użyciu termometru bezdotykowego jest mniejsza. Na odczyt mają wpływ warunki środowiskowe (temperatura otoczenia, wiatr, przeciąg), temperatura urządzenia, sposób przeprowadzenia pomiaru (miejsce, odległość), skóra badanego (powinna być sucha).

Przepisy w sprawie ograniczeń podczas pandemii wskazują temperaturę 38,0°C jako kryterium niewpuszczenia pasażera na lotnisko/pokład samolotu.

 

MEN podkreśliło, że kwarantanną nie są objęte dzieci, które tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego wróciły z wakacji poza granicami Polski. Nawet te, które były w krajach, gdzie rośnie liczba zakażeń - mogą przyjść do szkoły.

europa otwiera szkoły

Strajk w sprawie powrotu do szkół

Decyzja o powrocie do szkół 1 września budzi ogromne kontrowersje. Z jednej strony pojawiają się informacje, że nauczyciele chcą strajkować, bojąc się o swoje zdrowie. Z drugiej - wiele osób domaga się przywrócenia nauki w szkołach bez żadnych ograniczeń. W najbliższa sobotę odbędzie się manifestacja pod Ministerstwem Edukacji Narodowej pod hasłem Ogólnopolski Strajk "Dzieci do Szkół". Jego organizatorzy chcą zbierać podpisy pod petycja do ministra Piontkowskiego, by znieść wszelkie obostrzenia w szkołach i by nauka toczyła się tak, jakby pandemii nie było.

A Wy co myślicie o obostrzeniach?

Komentarze
Alyssa Milano
Instagram@milano_alyssa
Newsy Przez Covid-19 wypadły jej włosy! Aktorka pokazuje skutki zachorowania na koronawirusa 
Koronawirus wpływa na cały układ odpornościowy i pogarsza zdrowie na wiele tygodni. Tej aktorce wciąż wypadają ogromne ilości włosów, mimo że pokonała Covid-19!
Laura Osakowicz
sierpień 11, 2020

Alyssa Milano, amerykańska aktorka znana z serialu "Czarodziejki" kilka miesięcy temu zaraziła się koronawirusem. Chociaż chorobę ma już za sobą, nadal boryka się z różnego rodzaju dolegliwościami, między innymi sporym problemem z wypadaniem włosów. Zobacz także: Amerykanin pokazał zdjęcia przed i po zachorowaniu na koronawirusa Aktorka z "Czarodziejek" straciła włosy przez koronawirusa 47-latka udostępniła na swoim Instagramie film, na którym pokazuje, ile włosów wypada jej podczas codziennego szczotkowania. To naprawdę sporych rozmiarów pukiel włosów. U kobiety gołym okiem widoczne są przerzedzenia na przedziałku i zakola.  Aktorka ciężko przeszła zachorowanie na Covid-19. Nie mogła oddychać, straciła węch i apetyt. Nigdy nie byłam tak chora. Wszystko mnie bolało. Straciłam węch. Czułam, jakby na mojej piersi siedział słoń. Nie mogłam oddychać. Miałam problemy z jedzeniem, schudłam 4 kilogramy w 2 tygodnie - napisała na Instagramie. Teraz mierzy się z kolejnymi dolegliwościami, które pokazała na filmie:          Wyświetl ten post na Instagramie.                       Post udostępniony przez Alyssa Milano (@milano_alyssa) Sie 9, 2020 o 1:23 PDT   Powikłania nie tylko w przypadku Alyssy utrzymują się długimi tygodniami. Wiele osób nawet dwa miesiące po przebyciu Covid-19 wciąż ma problemy z oddychaniem . Pogarsza się też ogólna odporność organizmu, nawet u tych, którzy wcześniej cieszyli się dobrym zdrowieniem. Aktorka apeluje, aby nadal nie bagatelizować zagrożenia, jakim jest...

Przeczytaj
koronawirus
Newsy Koronawirus to spisek? Minister Zdrowia stanowczo odpowiada
Łukasz Szumowski odniósł się do doniesień, które mówią o tym, że koronawirus to wymyślona pandemia. Jak jest naprawdę?
Laura Osakowicz
sierpień 11, 2020

Coraz więcej osób wierzy, że  pandemia koronawirusa to spisek władz, aby mieć nad nami większą kontrolę i zwiększyć wpływy firm farmaceutycznych. Rzeczywiście nie tylko w Polsce jest tak, że im więcej testów wykonujemy, tym znajdujemy więcej przypadków bezobjawowych. Czy faktycznie Covid-19 jest tak niebezpieczny, jak nam mówiono? Zobacz także:  Koronawirus w Polsce - Epidemiolog zdradza prawdziwą  liczbę zakażeń  Koronawirus to fałszywa epidemia? Ostatnio w mediach pojawiły się głosy, że koronawirus to wymyślona pandemia. Autorzy tej tezy zadają pytanie, czy to rzeczywiście zagrożenie dla ludzkości, czy może wielka manipulacja. Łukasz Szumowski ma na ten temat zupełnie inne zdanie.  Mam wrażenie, że ktoś tu pisze książkę z gatunku fantastyki - powiedział minister w wywiadzie dla programu pierwszego Polskiego Radia. Pod uwagę należy wziąć liczbę zgonów - to dotychczas 1,8 tyś śmiertelnych przypadków zachorowania na Covid-19.  Jest to trochę obrażające pamięć choćby tych ponad 1,8 tys. osób, które zmarły. Przypomnę, że w sezonie grypowym grypa nie jest tak brutalna. Jak ktoś widzi takie spiski, to należy się zastanowić nad swoim zdrowiem psychicznym - stwierdził Szumowski. Minister zdrowia apeluje także, by nie szczerzyć dezinformacji w społeczeństwie. Wzrost zakażeń z jakim mamy właśnie do czynienia wynika z lekceważenia dotychczasowych obostrzeń. To zarażanie się człowieka od człowieka zwiększyło się, jeszcze nie w sposób dramatyczny, ale jednak (...) Zmniejszone dystansowanie się, brak maseczek oraz wesela, imprezy rodzinne i kluby, które nie powinny działać, a działają - to przyczyny wzrostu zakażeń, również tych bezobjawowych. Nadal należy pamiętać, że koronawirus nadal jest wysoce...

Przeczytaj
koronawirus dzieci powikłania ryzyko
Newsy Pierwsze dziecko w Polsce miało groźne powikłania po koronawirusie!
Miesiąc po przejściu koronawirusa Staszek trafił do szpitala z wysoką gorączką. Lekarze stwierdzili u niego tak zwane PIMS-TS – niezwykle groźny stan zapalny narządów prowadzący do ich niewydolności.
Matylda Nowak
lipiec 17, 2020

Jeszcze do niedawna myśleliśmy, że koronawirus tak naprawdę zagraża tylko osobom starszym i ciężko chorym. Jakiś czas temu okazało się jednak, że zakażenie SARS-CoV-2 może być śmiertelnie niebezpieczne także dla najmłodszych pacjentów .  W maju informowaliśmy o nowej chorobie atakującej dzieci, które wcześniej zachorowały na COVID-19 . Przypadki stanu zapalnego narządów będące konsekwencją wcześniejszego zachorowania na koronawirusa odnotowano wtedy u dzieci w Londynie i Nowym Jorku. Teraz pierwszy taki przypadek mamy także w Polsce!  Fot.: iStock Młody Polak miał powikłania po COVID-19 Historię Staszka opisał serwis parenting.pl, gdzie możemy również znaleźć wywiad z matką chłopca. Staszek przeszedł koronawirusa stosunkowo łagodnie – tylko przez półtora dnia miał gorączkę, nic go nie bolało, nie kaszlał, ani nie miał kłopotów z oddychaniem. Jednak miesiąc po zachorowaniu na COVID-19 stan 14-latka zaczął się gwałtownie pogarszać . Jak mówi mama Staszka w rozmowie z serwisem parenting.pl, chłopak miał wysoką gorączkę (41 stopni Celsjusza), a po kilku dniach zaczął go boleć brzuch . Lekarze podejrzewali zapalenie wyrostka robaczkowego, ale badanie USG wykazało stan zapalny jelita. Okazało się też, że chłopak miał podwyższony poziom troponiny – zespołu białek regulujących skurcze mięśni sercowych. Ich podwyższony poziom wskazuje między innymi na przebyty zawał serca, udar mózgu lub zapalenie mięśnia sercowego.  W związku z tym, że Staszek chorował wcześniej na COVID-19, lekarze zaczęli podejrzewać u niego PIMS-TS  – pediatryczny wieloukładowy stan zapalny (Paediatric Inflammatory Multisystem Syndrome Temporally associated with SARS-CoV-2 pandemic). I ta diagnoza została potwierdzona – Staszek okazał się pierwszym Polakiem, u którego stwierdzono tą chorobę. 14-latkowi groziło uszkodzenie serca , a nawet śmierć. W szpitalu, w...

Przeczytaj