Kilka dni temu w centrum Warszawy Anna Lewandowska, wyjeżdżając z warszawskiego parkingu, uderzyła w zaparkowany samochód znajdujący się za jej autem. Według relacji, żona Roberta nawet nie wysiadła ze swojego auta, a interweniować musiał jej ochroniarz.

Reklama

Anna Lewandowska spowodowała stłuczkę. Zdjęcia obiegły sieć

Kilka dni temu żona Roberta Lewandowskiego zagapiła się i jej luksusowy Mercedes klasy G najechał na stojący z tyłu samochód. Anna Lewandowska poprosiła swojego ochroniarza o interwencję i to on rozmawiał z prawdopodobnym poszkodowanym. Wygląda na to, że jego słowa przyniosły pozytywny skutek i na miejsce nie trzeba było wzywać policji! Pojawili się tam jednak paparazzi...

Widać, że Anna Lewandowska najwyraźniej zestresowała się całą sytuacją i na szczęście udało się dogadać z poszkodowanym mężczyzną. „Lewa” nawet na moment nie opuściła swojego drogiego mercedesa i wszystkie formalności załatwiał jej ochroniarz.

Myślicie, że załatwienie takich spraw, również należy do zakresu obowiązków ochroniarza Anny Lewandowskiej?

Jak wynika z informacji "Super Expressu", wyjeżdżając z parkingu, Anna Lewandowska spostrzegła mężczyznę, który robił jej zdjęcia. Trenerka poprosiła, go, aby podszedł do jej auta i razem z nim zaczęła przeglądać jego telefon. Niewykluczone, że żona polskiego napastnika poprosiła go o usunięcie jakichkolwiek fotek.

Zobacz także

Spodziewaliście się, że Ania Lewandowska zaliczy stłuczkę w centrum Warszawy?

Reklama

Zobacz także: Robert Lewandowski przekazał radosną nowinę. Posypały się życzenia i gratulacje

Reklama
Reklama
Reklama